
Z życia wzięte

Kowalski staje w progu
mieszkania i woła do żony:
- Spójrz, złowiłem trzy wielkie ryby!
Na to żona:
- Wiem, wiem. Przed chwilą sąsiadka mówiła mi, że widziała ciebie wychodzącego
ze sklepu rybnego.
- To prawda, kochanie! Sprzedałem tam pozostałe ryby, bo nie mogłem wszystkich
dodźwigać do domu!

Rozmawia dwóch wędkarzy:
- Wyobraź sobie, wczoraj w niedozwolonym miejscu złowiłem wielkiego, ogromnego
sandacza. Wziąłem go na
plecy, idę, aż tu zza drzewa wyskakuje strażnik i
biegnie w moją stronę!
- No i co było dalej?
- To ja tego sandacza z pleców i do kieszeni!

Rozmawiają dwie przyjaciółki:
- Już nigdy nie pójdę z mężem łowić ryb.
- Co się stało?
- Początek był fatalny. Za głośno rozmawiałam, nie umiałam założyć przynęty, za
wcześnie podcięłam rybę...
- Co było potem?
- Tragedia! Złowiłam trzy razy tyle ryb, co on!

Co to jest żyłka
wędkarska?
- To przewód łączący wariata z wodą.

W sądzie:
- Czy oskarżony przyznaje się, że łowił ryby bez zezwolenia i złapał 18
szczupaków?
- Przyznaję się, Wysoki Sądzie, ale pod warunkiem, że dostanę kilka odpisów
wyroku, które będę mógł
pokazywać moim kolegom!

Do wędkarza łowiącego ryby nad rzeką podchodzi strażnik i pyta:
- Czy ma pan kartę wędkarską?
- Mam.
- Niech pan pokaże.
Wędkarz wyjmuje z kieszeni kartkę i pokazuje ją strażnikowi.
- Głupka pan ze mnie robi? Przecież to karciany jocker!
- To pan nie wie, że jocker zastępuje każdą kartę?

Dwie żony wędkarzy postanowiły spróbować swych sił w łowieniu ryb. Wzięły wędkę
i poszły nad rzekę. Już w
chwilę po zarzuceniu wędki wyławiają płotkę, która
miota się na żyłce.
- Jak ją zabić? - wpada w panikę pierwsza, która nigdy nie zwracała uwagi, jak
to robi jej mąż.
- Czy ja wiem... - mówi druga. - Może ją utopić?

Facet przechodzący obok wędkarza stojącego z wędką nad jeziorem, pyta:
- Złowił pan coś?
- Trzy szczupaki.
- Od rana?
- Nie, od urodzenia.

Franek i Kowalski łowią ryby. Kowalski co chwilę coś wyciąga, a Franek nic.
- Jak ty to robisz, Kowalski? - pyta z zazdrością Franek.
- Bo ja, widzisz, łapię na robaki, które mają po dziesięć centymetrów.
- A skąd je masz?
- Normalnie! Dwieście dwadzieścia wolt do ziemi i wyłażą takie duże glizdy.
- Ja też tak zrobię!
Spotykają się po tygodniu. Franek ma na głowie bandaż, a pod oczami siniaki.
- Co ci się stało? - pyta Kowalski.
- Zrobiłem tak jak ty. Puściłem dwieście dwadzieścia wolt, wyszły robaki po
dziesięć centymetrów. Dałem pięćset
wolt i wiesz? Wyszły robaki po trzydzieści
centymetrów. Pomyślałem, że jak dam tysiąc wolt, to wyjdą jeszcze
większe. I
dałem tysiąc wolt do ziemi.
- I co, wyszły większe?
- Nie, glizdy nie, wyszli górnicy z dołu i tak mnie strzaskali, jak widzisz.

Kowalski po długim szamotaniu się z rybą wyciąga na brzeg ogromnego karpia.
Widzący to inny wędkarz, z
zazdrością komentuje:
- Ma pan szczęście! Teraz upłynie co najmniej dziesięć lat, zanim uda się panu
złowić taką dorodną rybę!
Po kilku minutach Fąfara znów wyławia karpia, jeszcze większego, niż poprzednio
i mówi:
- Jak ten czas szybko płynie!